Blog

Demofobia kontra Święta Bożego Narodzenia

Mam swoją fobię – demofobię. Pracuję nad nią od lat i jest już o wiele lepiej, ale nadal panicznie boję się tłumów. Ludzi, którzy otaczają mnie z bliska i wchodzą w moją przestrzeń osobistą. W liceum potrafiłam poczekać na kolejny autobus, bo w nadjeżdżającym był tłok. Tłum jest czymś, co przyprawia mnie o dreszcze. Strefa pod sceną na koncercie, pielgrzymki, pochody, strajki to miejsca, w których raczej mnie nie spotkasz. Może zdziwić to osoby, które doskonale wiedzą, że organizuję eventy na tysiące osób. Pamiętaj, że gdy organizujesz event stoisz na zapleczu lub na scenie, nie w tłumie. Zachowujesz dystans, który daje Ci komfort. Gdy idę na koncert, którego nie organizuję, staję z tyłu, żeby mieć wokół siebie przestrzeń i móc łatwo wyjść. Poza tym mam też poczucie, że gdy organizuję event to mam większą kontrolę nad tym, co dzieje się dookoła. Wiem jakie ustaliłam zabezpieczenia i znam ryzyka na pamięć.

Święta Bożego Narodzenia, a raczej czas do 24 grudnia do godz. 15.00 to czas wiecznego tłoku. Zaczynając od trasy S8, a kończąc na sklepach. Nienawidzę kolejek, kiedy ktoś za Tobą pcha się i wchodzi na Ciebie, jakby to miało cokolwiek przyspieszyć. Mam też problem z odezwaniem się do obcej osoby. Zamiast poprosić, by zachowała odstęp, potrafię odłożyć produkt, wyjść ze sklepu i wrócić po zakupy rano lub późnym wieczorem, kiedy ludzi jest mniej. W Święta jednak mam wrażenie, że ludzie chętniej się przepraszają lub przepuszczają Cię w sklepie. Poza wiecznymi marudami, którym wszystko nie pasuje, większość jest bardziej uśmiechnięta niż zwykle. Ludzie mówią, że nienawidzą Świąt przez to zamieszanie. A ja właśnie za to kocham Święta. Nic bardziej nie mobilizuje mnie do wystania swojego w kolejce, jak świąteczne piosenki w tle i świadomość, że kupuję prezent komuś bliskiemu. Wszyscy pędzą, bo chcą stworzyć cudowną atmosferę i piękny czas dla rodziny. Może nie wszyscy, ale głęboko wierzę w to, że większość. Grudzień zawsze napawa mnie tak wielką energią, że to, co na co dzień wydaje się straszne, przestaje być tak przerażające. Staje się wyzwaniem, które warto podjąć. Nawet czterdziestominutowy wyjazd z galerii handlowej staje się dla mnie czterdziestoma minutami z Frankiem Sinatrą, którego kocham miłością nieskończoną.

Warto docenić Święta i to, że tak wielu ludzi czuje, że to wyjątkowy czas i chce by stał się niezwykły i magiczny na swój własny sposób. Może zamiast denerwować się na to, co nas irytuje (lub w moim przypadku również przeraża), warto dostrzec w tym pędzie piękno i spokój. W moim przypadku pandemia zapewni mi zachowanie odległości 1,5 m w kolejce. Może więc nie jestem za nią wdzięczna, ale widzę pozytywy w niektórych obostrzeniach, jak np. brak oddechu człowieka za mną na szyi.

Zaczął się grudzień i czerpcie z niego tyle, ile się da, a złość i irytację przelewajcie w zagniatanie ciasta do pierogów lub domowe porządki. Bądźcie wdzięczni przede wszystkim za to, że nie spędzacie Wigilii sami. Jeśli pandemia zadecyduje inaczej, bądźcie wdzięczni, że macie do kogo zadzwonić i być może wysłać mu coś niezwykłego, nawet jeśli osobiście nie będziecie mogli z nim być.