Blog

Jak to jest, że wciąż wpadamy w doła?

Czy Ty też tak masz, że Twoje życie wygląda jak sinusoida? Może nawet nie tyle życie, co samopoczucie? Nigdy nie jest dobrze zbyt długo, bo za chwilę znów spadek w dół. Moment kreatywności, a po nim czas, w którym nie możesz stworzyć kompletnie nic. Trwam właśnie w takim mentalnym dołku. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno mi cokolwiek napisać w momencie, gdy moja produktywność w 100% jest przesunięta wyłącznie na pracę. Mój mózg kompletnie nie może skoncentrować się na zadaniach niezwiązanych z pracą. To co normalnie zajmuje mi 15 minut teraz potrzebuje 60 lub więcej. Ta ilość mojego zaangażowania jeszcze bardziej mnie frustruje i ściąga jeszcze bardziej do parteru. Błędne koło i samospełniające się proroctwo.

Najgorsze, że nie jest to nawet kwestia przemęczenia, bo przecież dopiero wróciłam z urlopu. Z drugiej strony, przez stres i nerwy nie mogę spać i non stop czuję brak energii. Przytłaczają mnie małe niepowodzenia w stopniu obezwładniającym. Nawet, gdy nie mam na nie wpływu lub w zasadzie zrobiłam wszystko dobrze, ale ktoś tego nie potrafi zrozumieć. W zeszłym tygodniu negatywny komentarz doprowadził mnie do łez. Tragedia. Przecież w sumie w życiu wszystko mi się udało.

Mówi się o problemie spychologii w organizacjach i życiu prywatnym. Ja mam problem w drugą stronę. Nawet, jak ktoś inny zawini, zaczynam analizę tego, co ja mogłam zrobić lepiej, jak mogłam przekazać inaczej informację czy lepiej zarządzać komunikatami. W jaki sposób ponownie zweryfikować pracownika, by na pewno zrozumiał o co mi chodzi? Nawet jeśli ma ode mnie spis zadań do realizacji i datę zamknięcia projektu, zaczynam przerzucać odpowiedzialność na siebie. Przez to bardzo często czuję się winna. Czym więcej osób mam wokół siebie, tym częściej i więcej winy czuję. Może w moim przypadku to „branologia” – jestem winna za wszystkich i siebie – mentor kryzysu i tłumaczenie wszystkich dookoła, od rodziny, przez przyjaciół, po współpracowników. Gdy nawet zwrócę komuś uwagę, za chwilę czuję winę, bo na pewno to i tak moja wina. Okropne i zgniatające mnie od wewnątrz. Mój wewnętrzy głos mnie mobbuje, a przecież w sumie w życiu wszystko mi się udało.

Dlaczego w momencie, gdy moja fala sinusoidy spada w dół nie widzę, że większość elementów mojego życia jest dobra? Dlaczego nie mogę znaleźć różowych okularów, które przez większość czasu mi towarzyszą? Dlaczego nie potrafię czuć wdzięczności w momencie, gdy jestem w dole? Dlaczego przestaję być sobą? A może właśnie wtedy jestem sobą? Bezradność w momencie, gdy mam gorszy czas – nienawidzę jej. Czuję, że moje życie jest bezwartościowe, a wiedza i to, co zrobiłam do tej pory nic nie znaczy. Jak sobie z tym poradzić? Jak widzieć wdzięczność i wierzyć w siebie, gdy mózg nie jest w stanie wytworzyć nic konstruktywnego? Przecież w sumie wszystko mi się udało.