Blog

Nasze upierzenie

Większość ludzi lubi dobrze wyglądać i dobrze się czuć w tym, co na siebie zakłada. Pomińmy kwestie gustu, mody czy miejsca, z którego pochodzimy, bo każde niesie ze sobą inne wzorce. Chodzi mi o samopoczucie, nasz stan emocjonalny, kiedy mamy na sobie to, w czym czujemy się dobrze. Nie tylko zyskujemy dodatkową pewność siebie, ale mamy ogromną potrzebę podzielenia się tym, jak w tym momencie wyglądamy. Może być to wyjście do sklepu, kawiarni, śniadanie w kuchni z mężem, spotkanie ze znajomymi czy zdjęcie na Instagramie. Oczekujemy komplementu, który potwierdzi naszą wyjątkowość. Jak już znajdziemy taki strój, w którym czujemy się i dobrze, a jednocześnie ludzie w naszym otoczeniu się nim zachwycają, jaki cel ma zmiana tego stroju, rezygnacja z posiadania tego samego zestawu? Znika efekt świeżości. Sami czujemy się oswojeni z danym wzorcem ubrania, przyzwyczajamy się do niego. Ten sam film, miejsce czy krajobraz w końcu się nam nudzi, bo związane z nim emocje słabną. Zaczynamy reagować automatycznie na to, co widzimy. Tak samo jest z naszym ubraniem. Skoro nie wywołuje już w nas takich samych emocji co na początku, wzorzec stroju traci swoją wartość. Stąd wciąż poszukiwanie nowych strojów i rozwiązań, w których czujemy się zarazem wyjątkowo, unikalnie i „świeżo” w perspektywie odbiorcy.

Ubrania oczywiście poza naszym samopoczuciem niosą ze sobą symbole statusu społecznego, grupy, do której należymy. Ja jestem zwolennikiem tezy, że klasowość nadal istnieje. Oczywiście nie jest ona sformalizowana tak, jak była kiedyś, a awans z klasy do klasy jest łatwiejszy, ale nadal rozbieżności między ludźmi są zauważalne. Lubimy je sami akcentować różnymi gadżetami. Może być to biżuteria, buty, torebka i każdy inny element, który krzyczy: musiałem zapłacić za to więcej niż Ty. Oczywiście są jeszcze inne sposoby na zaakcentowanie swojego statusu społecznego. Wybieramy najlepsze i najdroższe siłownie, restauracje, spa czy kursy tańca. Jeśli nie stać nas na nie, stawiamy sobie cele, że wkrótce kupię sobie coś w tym sklepie albo pójdę do tej restauracji.

Jesteśmy niczym ptaki, które chcą się chwalić swoim upierzeniem, by zwrócić uwagę innych. Zastanawiam się czasami, jaką rzeczywistą wartość nam to daje. Czy chodzi o moment zwrócenia na nas uwagi na ulicy? Może ważniejsi są nasi znajomi? A może masz tak jak ja, że ta sama ekspedientka w sklepie spożywczym obsługuje Cię zupełnie inaczej jeśli wchodzisz po pracy w szpilkach i garniturze, niż gdy wchodzisz prosto z siłowni w dresach i bez makijażu? Ubieramy się wyjątkowo, by czuć się wyjątkowo, czy jesteśmy wyjątkowi i dlatego się wyjątkowo ubieramy? Nie mam pojęcia. W każdym razie lubię wyglądać i czuć się dobrze i sama nie wiem czy robię to dla siebie czy innych, bo jednak częściej lepiej wyglądam na zewnątrz niż w domu.