Blog

Planuję ślub – part 1. Ja vs rozwód

Mam 33 lata, a dokładnie za 280 dni wyjdę za mąż. 34-letnia już nie taka młoda Panna Młoda. Przyjdzie czas na powiedzenie: „TAK” i rebranding z Molskiej na Wójcik. Marta Wójcik – MW – nowa MARKA i żadnego nowego startu. Dlaczego? Bo uwielbiam swoje życie z moim partnerem i nie potrzebuje zmian czy nowego kroku. Mam tylko wewnętrze pragnienie stania się rodziną mojego najlepszego przyjaciela, kumpla i miłości w jednym, który jako jedna z nielicznych znanych mi osób, rozumie moje poczucie humoru, a jest to cecha bezcenna.

Wiele osób nazwałoby mnie starą panną, ale niestety ja jestem jeszcze niżej w drabinie społecznej, bo jestem rozwódką, czyli TĄ Z BAGAŻEM. Choć nie tak wielkim jak to przychodzi automatycznej ocenie społecznej, bo nie mam dzieci. Poza rozwódkami niżej w algorytmie Tindera, są jeszcze panny z dziećmi lub rozwódki z dziećmi. Ojcowie wcale nie mają lepiej, bo przecież: „on już musi łożyć na dzieci innej baby”. Piszę to wszystko z przymrużeniem oka, choć nie znaczy to wcale, że z całą sytuacją jest mi zawsze łatwo. Sądzę, że tak samo czuje się większość rozwodników i rozwódek, bez względu na to czy z dziećmi czy bez. Po rozwodzie zaczynają pojawiać się w głowie pytania: Czy wypada mi się znów związać? Czy to odpowiedni czas? Czy możemy zamieszkać razem? Czy mogę wziąć ślub? Czy wypada mi urządzić przyjęcie weselne? Co pomyślą ludzie o tym wszystkim? Na poziomie racjonalnym, zupełnie nie powinno Cię to obchodzić. Ale mimo zdrowego rozsądku i świadomości, że to tylko Twoje życie, nadal obawiasz się oceny i ostracyzmu społecznego. Boisz o wiele bardziej niż przewidują żarty z kolejnego małżeństwa.

Z drugiej strony co masz zrobić, jeśli kiedyś się pomyliłeś? Co, jeśli miłość swojego życia znalazłeś później? Co, jeśli coś co wydawało się dobre, okazało się dla Ciebie destrukcyjne? Co, jeśli masz szczęście na wyciągnięcie ręki, ale przez społeczne tabu, boisz się po nie sięgnąć? Temat, nie jest łatwy. Społeczne tabu, które na rzecz poprawności i kurtuazji, wymazuje przeszłości na rzecz przyszłości. Niestety nie tak to działa. Nie da się zresetować życia i zacząć od zera, bo jesteśmy zbudowani z pierwiastków naszych doświadczeń. Nie mamy żadnego magicznego przycisku DELETE który, usunie wszystkie stare bagaże i naszych ex jakby nigdy nie istnieli. Nie wymażemy z życiorysu żadnych blizn, nawet jeśli bardzo nam na tym zależy. Oczywiście nie musimy celebrować, gloryfikować przeszłości i skupiać na niej, ale to, że będziemy milczeć na temat pewnych relacji i doświadczeń, nie zmieni faktu, że się wydarzyły. Nie sugeruję, by żyć przeszłością i trzymać się jej niczym kotwicy bez względu na to czy niesie ze sobą dobre czy złe doświadczania. Zarówno z jednych jak i drugich możemy czerpać i ewoluować na zupełnie inny poziom, który da nam w życiu pełny przegląd tego jak chcemy, by nasza rzeczywistość wyglądała. Powinniśmy zaakceptować przeszłość, pogodzić się z nią i na pewno przestać się wstydzić. Nie wstydźmy się wydarzeń, które uczyniły nas ludźmi, którymi jesteśmy teraz.

Nie jestem, nie byłam i nie będę ofiarą swoich dawnych decyzji. Nie zamierzam się karać, za to, że znalazłam swoją prawdziwą miłość później, niż kiedyś sądziłam. Nie zamierzam odmawiać sobie przyjemności zorganizowania cudownego ślubu i wesela, by dzielić się swoją miłością i szczęściem z rodziną i przyjaciółmi. Pragnę celebrować dzień, w którym powiem: TAK, dla najlepszej decyzji w moim życiu. Zamierzam być Panną Młodą (może nie aż tak młodą), z pełną satysfakcją i szczęściem, a następnie stanąć naprzeciw każdego oceniającego spojrzenia. Jeśli ktoś uważa, że coś mi nie wypada, powiem krótko: niech spada, bo mam zamiar być szczęśliwa na swój własny sposób.