Blog

Świat płonie

W życiu ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że świat zaczyna płonąć.

Wydaje mi się, że już sobie wszystko poukładałam i jakoś moja codzienność działa, jak powinna, a tu BUM!!! – pandemia. Więc tak, jak każdy z nas odnajduję się w sytuacji na nowo, układam każdy dzień w sposób niby podobny, a jednak tak inny, i czekam aż minie.

I znów zaczynam się w tej nowej nienormalności czuć jakoś tak bardziej swojsko i BUM!!! – na wschodzie stan wyjątkowy i kryzys na granicy. Wracam do początku, ponownie układam i racjonalizuje sobie wszystko w głowie, stresuje tym, co się dzieje i pokonuję wyzwania, które wpływają na moją pracę w związku z nową sytuacją, żyję dalej.

I niby wszystko zaczyna już „normalnieć”, uspokajać się, po czym BUM!!! Niepokojące manewry wojsk, które są zarazem tak blisko i tak daleko. I z jednej strony w mojej codzienności nic to jeszcze nie zmieniło, ale głowa zaczyna pękać w nowo rosnących obawach o przyszłość. Oddalam od siebie najgorsze możliwe scenariusze, ale to nie znaczy, że to wszystko w mojej głowie mija.

Na poziomie teorii zdaję sobie sprawę z wojny domowej w Jemenie trwającej od tylu lat, sytuacji w Afganistanie, topieniu się Dżakarty, czy z innych klęsk żywiołowych, społecznych na terenie świata. Jednak nadal jestem w stanie odczuć je tylko teoretycznie. Nie mogę wypowiadać się na temat uczuć i lęków ludzi, którzy od lat obawiają się każdego dnia o życie swoje i bliskich. Nie mam pojęcia jak to jest być na ich miejscu i mam nadzieję, nigdy nie będę miała.

Na poziomie teorii wiem, jak bardzo moje życie jest wygodne, a wyzwania, z którymi się mierzę, z perspektywy ludzi z innych stron świata i pewnie nie tylko, są błahe. Czuję wdzięczność za to, że mogą być błahe na tyle, że każde wyjście z domu, a nawet pozostanie w nim, nie wiąże się ryzykiem utraty życia i zdrowia.

Świat płonie, niezależnie od tego, co robię i gdzie jestem. Czasem ogień jest bliżej mnie, czasem dalej, czasem mnie parzy, a czasem omija, pochłaniając budynki i ludzi obok. Zastanawiam się, czy tak było zawsze, ale młodzieńcze lata i mniejsza świadomość dawała pozorny spokój?

Bez względu na to, co się dzieje dookoła nas mamy tylko jedno życie w tej rzeczywistości, które możemy zagospodarować i wykorzystać dokładnie tak, jak sobie „zażyczymy”. Pamiętajmy tylko, że nasze życzenia mają szansę się ziścić, jeśli będą oparte o stan faktyczny otaczającego świata, możliwości fizyki, nasze własne zasoby i kwalifikacje oraz odpowiedni moment. Nie zawsze możemy dostać to, czego oczekujemy i nie zawsze będziemy w stanie doczekać się takiego życia, które sobie wymarzyliśmy. Niestety, nie wierzę w siłę wizualizacji, zapisywania karteczek i wkładania pod poduszkę. Dlaczego? Właśnie dlatego, że w każdej chwili świat może spłonąć. Bo nawet najpiękniejsza karteczka nie pomoże Ci, jeśli akurat pojawi się pandemia, lub rozpocznie kolejna wojna, która tak naprawdę trwa cały czas, ale akurat tym razem nie w miejscu, w którym żyjesz. Oczywiście nie neguję, że dokładne przygotowanie i planowanie nie pomoże Ci w realizacji celów, bo z pewnością tak – ale nie da Ci pewności, że dostaniesz życie, jakie chcesz, bo niestety nie da się mieć zawsze tego, co się chce.

Wyparcie.

Dla spokoju naszego umysłu doszliśmy do perfekcji w wypieraniu przede wszystkim tego, czego się obawiamy. Udajemy, że czegoś nie ma, tylko dlatego, że nasze wewnętrzne ja nie jest gotowe stawić czoła okrutnej rzeczywistości. Łatwiej uniknąć walki i konfrontacji, kiedy tłumaczy się sobie i wszystkim naokoło, że przeciwnik nie istnieje. Ja również jestem w tym doskonała. Wypieram swoje lęki i udaję często, że nie istnieją. Wypieram swoje słabości, bo obawiam się, że w końcu w nie uwierzę, a może nawet się z nimi zaprzyjaźnię i pogodzę, a tego przecież nie chcę.

Mimo mojego solidnego wyparcia świat nadal płonie. Nie przestaje mnie parzyć, a momentami tak bardzo ogień mnie pochłania, że nawet wyparcie nie pomaga. Nie chcę patrzeć, jak pochłania kolejne sfery mojego życia, więc skupiam się na tych momentach, które mogą dać mi szczęście. Nawet jak cały spłonie, postaram się, by pochłonął mnie i moich bliskich jako ostatnich.