Blog

To jak wyglądam

Od dziecka miałam problem z tym, jak wyglądam. Jak pewnie większość z nas – ludzi (nie, że tylko kobiet). Przeszkadzały mi moje piegi, to, że jestem taka niska, mój blond (który po nadmiarze słońca zmieniał się w rudy), dziwne, krótkie palce z nieproporcjonalnymi stawami, szerokie zęby i kostki na stopach. Jakby świat chciał mi pokazać, że może wszystko. Nawet sprawić, że wyrosną mi dodatkowe kostki, których nie mają inni. Porównywałam się do najpopularniejszych koleżanek w szkole, czyli tych najpiękniejszych. Najładniejsza koleżanka w szkole to oczywiście taka z największą ilością chłopaków na koncie (ewentualnie adoratorów) lub podobna do aktorki z popularnego serialu. Chciałam być jak ktoś inny. Bycie sobą nie miało wartości. Czułam się nijaka. Uważałam, że nikomu się nie podobam i nie wierzyłam, że ktoś chciałby wyglądać tak, jak ja. Więc czemu ja muszę tak wyglądać? Czułam, że los jest niesprawiedliwy. I jeszcze te dodatkowe kostki. Z perspektywy czasu zdaję sobie oczywiście sprawę, że ja też miałam swoich adoratorów i chłopaków, ale Ci nie byli dla mnie wyzwaniem, więc ich ignorowałam i nie doceniałam. Dlaczego skupiałam się tylko na tym, jak wyglądały i co miały moje koleżanki? Dlaczego nie byłam dla samej siebie wystarczająco dobra? Powinnam tutaj zauważyć, że jako dorosła i w miarę zrównoważona kobieta, mam pełną świadomość, że to ja powinnam czuć się dobrze sama ze sobą i nie zwracać uwagi na to, jak odbierają mnie inni, ale był to wiek, w którym wychowywała mnie grupa rówieśnicza, więc mogę śmiało to zrzucić na ten aspekt. Dlatego tak lubię psychologię, bo według niej mój defekt zawsze ma w czymś swoje źródło (a najczęściej w kimś). Jako nastolatka musiałam czuć, że moi rówieśnicy mnie lubią i akceptują to, jak wyglądam. Akceptacja niemniej musi być wyrażana głośno i dosadnie, bym nie miała żadnych wątpliwości. Nie wystarczy też, żebym tylko ja o tym wiedziała, ale przy okazji całe moje otoczenie. Tak wiele wymagań miałam od otoczenia, ale od siebie już niekoniecznie. Nie pracowałam nad tym, by czuć się ze sobą cudownie lub chociaż zwyczajnie się akceptować, tylko nad tym, by robili to za mnie inni.

Niestety, w rzeczywistości często nie potrafimy docenić tego co mamy czy jak wyglądamy i wciąż szukamy czegoś lepszego lub kogoś, kto “ma lepiej”, żeby móc się do niego w nieskończoność porównywać. Kiedy okaże się, że przekroczyliśmy nasz wyznacznik szukamy jeszcze dalej i wyżej. Niektórzy udają, że szukają sobie inspiracji, ale czy tak rzeczywiście jest czy to tylko pozory?