Blog

Uciekł mi ukochany przedświąteczny czas?

W końcu będą białe święta! To może dziwne, ale nawet odśnieżanie auta sprawia mi przyjemność – włączam silnik (tak wiem, że nie można, ale lubię ciepełko) i utwór „Last Christmas” w najstarszej możliwej wersji. Tak przygotowana biorę miotełko-skrobaczkę w dłoń i odkrywam Hondę spod białego koca.
Zawsze kultywuje świąteczny czas przez cały grudzień i zaspokajam swoją wewnętrzną pomocnicę Świętego Mikołaja w 100%. Nie w tym roku. W tym roku wszystko mi się zlało w jeden szybki ciąg zdarzeń i ciągły niedoczas. W zasadzie to zabrało mi momentu, w którym mogłabym się zatrzymać i zastanowić: jak chcę, by wyglądały święta w tym roku? Niby wyjęłam ozdoby świąteczne, ale postawiłam je przypadkowo, żeby po prostu stały i ruszyłam dalej. Z moim narzeczonym ubraliśmy też choinkę (choć byliśmy całkowicie wykończeni po pracy i skończyliśmy po 23.00). Pomiędzy licznymi Wigiliami obchodzonymi kilka razy w tygodniu ogarniamy wciąż sprawy związane z naszym ślubem. Wigilie sprawdzają się jako miejsce do przekazania zaproszeń na ślub – niby jedna impreza, a możesz na raz rozdać nawet kilka kopert. Na szczęście nasi bliscy znają nasz tryb życia i nie robią nam wyrzutów o hakowanie organizacji własnego wesela. Przynajmniej podejście – zapraszam ludzi, których na pewno spotkam osobiście do ślubu sporo ułatwia w rozdysponowaniu zaproszeń. Chyba z wiekiem człowiek zaczyna się przekonywać, że z bliskimi nas ludźmi, łączy nas przede wszystkim czas spędzany razem. Przecież nie ma nic cenniejszego w naszym życiu niż czas. Niestety czym więcej trwamy w pędzie naszego życia, tym mniej ludzi jest w stanie wytrwać razem z nami. Z każdym kolejnym rokiem nasze środowisko się przekształca, zmniejsza i rotuje. Ważne, by zawsze potrafić się zatrzymać i dostrzec osoby, które są z nami w najczarniejszych momentach życia, o których większość ludzi nawet nie wie.

Czy Wy też macie czasami wrażenie, że w życiu jest jakby trochę za ciasno?
Jakbyśmy cały czas upychali w szafie kolejne ubrania, nie pozbywając się tych, w których już nie chodzimy. Zbyt dużo rzeczy wpychamy w zbyt krótkie przestrzenie czasu i nie jesteśmy w stanie kultywować chwil z należytym dla nich szacunkiem. Rozpraszamy się sięgając po telefon i planując przyszłość nie korzystając z teraźniejszości. Za mało nas w chwilach, w których wydaje nam się, że jesteśmy obecni.

Dokładnie tak czuję się w tegorocznym przedświątecznym czasie. Niby jestem, a z drugiej strony jakby mnie nie było. Moja głowa ucieka wciąż do pracy, do drugiej pracy, do szkoły, do jubileuszu rodziców, do naszego wesela… i tak od nowa. W mojej głowie stało się za ciasno i powoli uczę się rezygnować z tego co trwoni moją energię i przestrzeń w za ciasnym już i tak życiu. Zaczęłam dawno temu usuwając toksycznych ludzi, a obecnie wycofuję się z absorbujących i roszczeniowych środowisk. Wiadomo, że trudnych sytuacji w życiu nie da się pozbyć, bo one są również częścią naszego doświadczania, ale można ułożyć codzienność w taki sposób, by świadomie nie uczestniczyć w tym co nas wyniszcza.

Pozostało mi 3 dni do Świąt, a 2 do Wigilii. Od jutra biorę urlop (prawie: poprowadzę jeszcze tylko 1 szkolenie i domknę jeszcze kilka spraw papierkowych, ale to może max 5-6 godzin więc prawie jak wolne). A w resztę czasu obejrzę kilka świątecznych filmów, ustawię ozdoby tak jak najbardziej lubię, dokupię łańcuchy na choinkę, odwiedzę rodziców, spotkam się z przyjaciółmi i pójdę do kina na Avatar.
Tego wszystkiego Wam też życzę w nadchodzące Święta – bycia obecnym w chwilach, w którym głowa próbuje być gdzieś indziej. Wesołych Świąt moi drodzy!