Blog

Zmiana pokolenia: z „mieć” na „być”

Nie wiem, czy moja teoria nie będzie zbyt skrajna i daleko idąca, ale i tak podzielę się z Tobą moimi przemyśleniami. Chcę też zwrócić uwagę, że moja teoria nie ma u podstaw żadnych badań, a jedynie tkwiący we mnie zew badacza i socjologa.

Skupiając moją uwagę i analizując podejście większości osób, które znam z pokolenia urodzonego w latach 50, 60 i 70 zauważam dość dużą tendencję skupienia się na chęci posiadania, czyli owym: „mieć”. Nie chodzi mi o materializm, ale o priorytetyzowanie wartości posiadania własności, czegoś co jest moje – własne i prywatne. Moi rodzice urodzeni w 50 i 54 roku większość swojego życia poświęcili, na tzw. „dorabianie się”, czyli wybudowanie domu, aranżowanie podwórka, generalnie inwestowaniu w swoją „spokojną przystań na emeryturę”. Niewiele podróżowali turystycznie, ale dość dużo czasu (głównie tato) spędził, w innych krajach pracując, czyli migrując zarobkowo i tymczasowo. Zestawię ich z pokoleniem, które obecnie trafia na rynek pracy, czyli końcówka lat 90 i początki 00. Priorytety uległy znacznemu przesunięciu w stronę „być” i popularyzacji formy życia nomada. Nie chodzi już tylko o pragnienie podróżowania, ale w coraz większym stopniu rezygnacji z posiadania dóbr typu nieruchomości, które przywiązują nas do danego miejsca. W social mediach promowany jest zdalny tryb pracy w dowolnym miejscu na świecie, a wiele osób nie podejmuje nawet rekrutacji, do firm które oczekują pracy stacjonarnej bądź hybrydowej. Migracja zarobkowa zmniejsza się, na rzecz migracji turystycznej, lecz połączonej ze stałą pracą w kraju. Mam wrażenie, że nie chodzi o wyprowadzkę do wymarzonego kraju, a do możliwość ciągłej zmiany miejsca zamieszkania oraz zatrudnienia na własnych warunkach. Nowe pokolenie chce być obywatelami świata pierwszej kategorii, co raz rzadziej decydując się na pracę na najniższych szczeblach w innym kraju, a zamiast tego szukając rozwiązań, które dadzą im niezależność połączoną z satysfakcją finansową i pozostaniem pracownikiem pierwszej kategorii. Oczywiście, nie znaczy to, że takiego życia oczekują wszyscy, czy nawet większość. 5 lat temu, przed okresem pandemii niewiele osób wiedziało nawet, czym jest praca zdalna, a co dopiero jej oczekiwało. Dziś taki „pakiet socjalny” jest niczym nadzwyczajnym. Następuje również dość widoczna zmiana w kontekście inwestowania środków. Coraz częściej młodzi ludzie mając wolną gotówkę wybiorą podróż na miesiąc czy dwa zamiast, np. odłożyć na dom. Kiedyś takie podejście byłoby lekceważone i demonizowane oraz łączne z brakiem odpowiedzialności. Dziś jest wyborem stylu życia, który wśród otoczenia powoduje „efekt WOW”.

Mój wpis nie ma na celu oceny jednego czy drugiego stylu życia, pokazuje jedynie sposób ewolucji społecznej. Sądzę, że przyczyn jest o wiele więcej niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka. W latach 50 i 60 rodziny częściej żyły w domach wielopokoleniowych, a własne oddzielne domy budowało się często na ziemi przylegających do działki rodziców, dziadków lub od nich podarowanej. Dziś inwestycja w działkę jest często ¼ ceny nowego domu. Dodatkowo mieszkania w dużych miastach są nieproporcjonalnie wysokie, co do zarobków osób wchodzących na rynek pracy lub na początku ich kariery zawodowej. PRL – Polska Rzeczpospolita Ludowa, czyli młodość ludzi urodzonych w latach 50 i 60 nie wspierała podróżowania i turystyki, a Unia Europejska nawet nie istniała. Może faktycznie pokolenie moich rodziców nie widziało perspektyw, które dają podróże, a pokolenie lat 90 i 00 nie widzi sensu w inwestowaniu w 4 ściany i osiedlenie się na stałe?

Nie oceniam ani jednej, ani drugiej postawy. Wewnętrznie czuję, że sama jestem gdzieś pośrodku. Jednocześnie chcę być i mieć. Marzę o podróżach i zwiedzeniu świata, a jednocześnie chcę mieć swoją bezpieczną przystań, do której wracam i w której zapuszczam korzenie. Potrzebuję korzeni i poczucia połączenia z miejscem, które oznaczę jako swoje. Nie potrafiłabym określić się obywatelem świata i nie czuć związku z żadnym miejscem. Nie byłabym to ja. Jednocześnie nie potrafiłabym zainwestować wszystkich pieniędzy w miejsce, kosztem braku doświadczania, podziwiania Ziemi i różnic kulturowych ludzi, dzięki którym jest tak niezwykle i wspaniale na świecie. Mam wrażenie, że od początku gdzieś podświadomie kroczę drogą pomiędzy tymi dwoma sposobami życia i pewnie jestem w większości mojego pokolenia między mieć, a być.